Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orientalnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orientalnie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 września 2014

Zupa miso z jarmużem, grzybami i makaronem udon

Nie pisałam tu od tak dawna, że już się nawet nie będę usprawiedliwiać. Powodów było wiele, pozwolę sobie pokazać Wam najsłodszy z nich... ale o tym za chwilę. 

Na razie, by wrócić w dobrym stylu, mam dla Was danie pełne obcych słów i zawierające najmodniejsze warzywo sezonu, czyli jarmuż. 
To nie jest tak, że ja kocham jarmuż: powiedzmy sobie szczerze, smakuje trochę jak trawa, potrafi być twardy i nieprzyjemny. Najlepsze są oczywiście chipsy z jarmużu (robię je z dodatkiem ostrej papryki i wędzonej soli), gdyż wstawienie go na kilka minut do piekarnika daje świetną, chrupiącą konsystencję. Mój drugi sposób, to wrzucenie posiekanych liści do zupy, najlepiej takiej w stylu azjatyckim. Takiej jak ta, na którą przepis pochodzi z książki Isy Chandry Moskovitz "Veganomicon" (oczywiście odrobinę go zmodyfikowałam). 
Nie przeraźcie się nadmiarem egzotycznych składników: tak naprawdę konieczna jest tu pasta miso, grzyby shiitake można podmienić na nasze, a makaron udon - na dowolny, azjatycki makaron, na przykład ryżowe wstążki. 

Zupa miso z jarmużem, grzybami i makaronem udon

opakowanie (200g) makaronu udon (o takie) lub 200g ryżowych wstążek
2 łyżki oleju (dałam nieco mniej)
1/2 posiekanej cebuli
ok. 10-12 kapeluszy grzybów shiitake (świeżych lub namoczonych, pokrojonych na kawałki)
2 ząbki czosnku, posiekane
kawałek imbiru wielkości kciuka, posiekany
2 szklanki wody
3 łyżki jasnej pasty miso
3 szklanki posiekanego jarmużu
2-3 łyżeczki sosu sojowego (lub do smaku)
sok z cytryny do smaku (w oryginale mirin)



Na dużej patelni lub woku rozgrzewamy olej. Dodajemy posiekaną cebulę i grzyby. Dusimy przez około 5 minut. Wrzucamy czosnek i imbir, dusimy jeszcze minutę. 
Wlewamy wodę i dodajemy pastę miso. Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i wrzucamy jarmuż. Jeśli używamy świeżego udonu, makaron dodajemy do zupy i podgrzewamy około 2 minut. Ryżowe wstążki najlepiej wcześniej podgotować i podgrzać w zupie. 
Doprawiamy sosem sojowym i sokiem z cytryny. 
Smacznego!

A oto najsłodszy z powodów mojej nieobecności ;) Nasze drugie, kocie dziecko, które przecież wymaga taaak wiele uwagi ;)


środa, 21 maja 2014

Majowe, warzywne dodatki do burgerów i kanapek

Praca i przygotowania do ślubu wypełniają niemal cały mój czas, stąd rzadsza obecność - i w kuchni, i na blogu. Odwiedziłam jednak dziś ulubiony targ w Fortecy u Kręglickich i uznałam, że nie będę do końca życia jeść makaronu ze szparagami i młodych ziemniaków z kefirem, tylko spróbuję zrobić coś innego. Majowego, warzywnego i prostego. 

Po raz pierwszy kupiłam u Pana Ziółko ziółko zwane pachnotką, a bardziej na świecie znane pod nazwą shiso. Te aromatyczne, azjatyckie liście pojawiają się w bardzo wielu orientalnych przepisach, zaczęłam jednak od najprostszego z możliwych: dodałam je do marynaty do szybkich pikli z ogórka. 

Nie po raz pierwszy za to kupiłam młodą dymkę ze szczypiorem, to jedna z moich ulubionych rzeczy na świecie, tym razem postanowiłam ją jednak zgrillować z dodatkiem czosnku i odrobiny chilli. 

Oba dodatki wylądowały na burgerach z quinoi i szparagów, w grahamce, z odrobiną słodkiego sosu chilli. 


Szybkie pikle z pachnotką 

2 duże ogórki gruntowe
3 liście pachnotki (shiso)
1/4 szklanki octu jabłkowego
2 łyżki brązowego cukru
łyżeczka soli


Ocet mieszamy w misce z cukrem i solą, by się rozpuściły. Liście shiso kroimy w drobne paseczki, jak zrobilibyśmy z bazylią. Ogórki kroimy w cienkie plasterki. Dokładnie mieszamy je z marynatą i odstawiamy na przynajmniej 20 minut.

Grillowana dymka z czosnkiem i chilli 

pęczek dymki (odcinamy zielone końce)
2 ząbki czosnku
szczypta suszonej, ostrej papryczki
szczypta soli
łyżka oliwy z oliwek


Dymkę myjemy, odkrajamy końcówki, by zmieściła się na patelni. Większe pęczki możemy przekroić wzdłuż na pół. Rozgrzewamy dość mocno patelnię, wrzucamy na nią obtoczone w oliwie dymki, pokrojony czosnek. Grillujemy około 5 minut, przewracając od czasu do czasu. Dodajemy chilli i sól.



niedziela, 4 maja 2014

Bibimbap z kimchi, jajkiem, marchewką i szybkimi piklami z ogórka

Bibimbap to nie "przepis", to nie "danie": w Korei jest czymś podobnym do włoskiego risotta, to znaczy wehikułem dla innych smaków. O ile Włosi są minimalistami - do swojego doskonałego ryżu najchętniej dodaliby tylko jedno małe warzywko i odrobinę parmezanu - o tyle koreańskie (a może raczej euro-koreańskie) przepisy dopuszczają całe mnóstwo dodatków. U mnie znajdą się kimchi, smażone tofu, pikle z ogórka i marchewka z sezamem - czy to autentyczne, nie dowiem się przed podróżą do Korei. Czy dobre - powiem od razu. Bardzo. 

Nie jest też trudne w przygotowaniu, choć wymaga kilku osobnych procesów: ugotowania ryżu, zamarynowania ogórków, usmażenia jajka i tofu, szybkiego podsmażenia marchewki i, oczywiście, zrobienia kimchi, chociaż tutaj można się posiłkować dostępnymi w sklepach z orientalną żywnością gotowcami. 

Bibimbap

100g jaśminowego ryżu
łyżeczka sosu sojowego
łyżeczka octu ryżowego
łyżeczka oleju sezamowego

1 duża marchewka, pokrojona w słupki
łyżeczka sosu sojowego
łyżeczka oleju sezamowego
2 łyżeczki prażonych ziaren sezamu

2 ogórki gruntowe
łyżeczka soli
2 łyżeczki cukru

2 łyżki kimchi

2 jajka

kostka tofu, pokrojonego w plastry i usmażonego na złoto

szczypiorek, kolendra, kiełki fasoli mung, sriracha i/lub świeże chilli


Ryż płuczemy, by usunąć skrobię, wsypujemy do garnka i zalewamy wodą w proporcji 1:2. Gotujemy 15 minut, aż woda się wchłonie. Przyprawiamy sosem sojowym, octem ryżowym i olejem sezamowym. 
Ogórki kroimy w plastry, zasypujemy solą i cukrem, odstawiamy na 15-20 minut. 
Marchewkę kroimy w słupki, wrzucamy na mocno rozgrzaną patelnię wraz z sosem sojowym, olejem sezamowym i sezamem. 
Jajka smażymy na odrobinie oleju. 
W miskach układamy ryż i, obok siebie: plastry usmażonego tofu, marchewkę, pikle z ogórka, kimchi, kiełki fasoli mung, szczypiorek i kolendrę. Na środku kładziemy sadzone jajko. Podajemy ze srirachą lub świeżym chilli. 

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Orientalne kuleczki ryżowe z sosem imbirowym i sałatką z ziół

Przepis - petarda. Inspirowany japońskimi kuleczkami ryżowymi, wegański, bezglutenowy (o ile użyje się bezglutenowego sosu sojowego) i prawie bez tłuszczu, a jednocześnie banalnie prosty w przygotowaniu i obłędnie smaczny. Owszem, wymaga kilku bardziej egzotycznych składników, ale takich dostępnych w każdym sklepie i z pewnością doskonale znanych wielbicielom azjatyckiej kuchni. 

Orientalne kuleczki ryżowe z sosem imbirowym i sałatką z ziół

Kuleczki: 
100g (1 torebka) ugotowanego ryżu jaśminowego (najlepiej brązowego)*
3 łyżki ugotowanej quinoi (opcjonalnie, można zrobić kulki z samego ryżu)
łyżka sosu sojowego
łyżeczka octu ryżowego
łyżeczka oleju sezamowego
drobno posiekana papryczka chilli
drobno posiekane łodyżki kolendry
łyżeczka imbiru w proszku 

sezam i, opcjonalnie, nasiona chia do obtaczania

* ryż należy ugotować "na kleisto", w małej ilości wody

Sos: 
duży kawałek startego imbiru
łyżka sosu sojowego
łyżka soku z limonki
łyżeczka słodkiego sosu sojowego ketjap manis (ew. syropu z agawy lub miodu)
łyżeczka oleju sezamowego 

Sałatka: 
3 łyżki posiekanych listków kolendry
2 łyżki posiekanej dymki
łyżka listków bazylii (z proporcjami można kombinować ;)) 
kilka plasterków papryczki chilli 


Wszystkie składniki na kuleczki wrzucamy do miski i mieszamy. Z masy formujemy kuleczki i obtaczamy w sezamie i nasionach chia. Wstawiamy na 25 minut do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni. 
Wszystkie składniki na sos mieszamy, sprawdzając, czy odpowiada nam balans smaków. W razie czego dodajemy więcej sosu sojowego lub soku z limonki. 
Zioła delikatnie myjemy i kroimy. 
Upieczone kuleczki podajemy z mieszanką ziół i sosem. 

piątek, 17 stycznia 2014

Kanapka z marynowanym, pieczonym tofu i piklami

Raz już pisałam o moim ulubionym francusko-wietnamskim wynalazku, kanapce banh-mi. Podobne kanapki serwowałam też na gościnnych występach na czerwcowym Targu Śniadaniowym

Dzisiaj przepis podobny, ale nieco zmodyfikowany i wzbogacony: tofu nie jest tu smażone, ale marynowane i pieczone; do pikli z marchewki dołącza marynowana czerwona cebulka z cynamonem i chilli; do tego liście szpinaku, dużo kolendry, szczypiorek, plastry zielonego ogórka i sos chilli. Po prostu idealny, wegański "sloppy sandwich". 

Banh mi z marynowanym tofu i piklami

1 półbagietka (u mnie pełnoziarnista)
4 plastry marynowanego, pieczonego tofu*
pikle z marchewki**
marynowana czerwona cebula***
plastry ogórka, liście szpinaku, kolendra, bazylia, szczypiorek, kiełki
ew. majonez (może być oczywiście wegański), sriracha, słodki sos chilli

Bagietkę kroimy na pół i podgrzewamy w piekarniku. Jeśli chcemy, smarujemy majonezem, układamy liście szpinaku, gorące tofu, plastry ogórka, marynowane warzywa i zioła. Dodajemy srirachę i/lub słodki sos chilli. 

Pieczone tofu: 
kostka naturalnego tofu, odsączonego i pokrojonego w plastry
1 łyżka oleju o neutralnym smaku
1 łyżeczka oleju sezamowego
3 łyżki jasnego sosu sojowego
1 łyżeczka ketjap manis (słodkiego sosu sojowego, można pominąć lub zamienić na łyżeczkę miodu lub syropu z agawy)
ząbek czosnku
mały kawałek imbiru

Imbir i czosnek ścieramy na tarce, mieszamy z pozostałymi składnikami marynaty. Zalewamy nią plastry tofu i wstawiamy na godzinę do lodówki. Po tym czasie tofu układamy w naczyniu do pieczenia i wstawiamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na 20-25 minut.



Pikle z marchewki: 
1 średnia marchewka
1/4 łyżeczki ziarenek kolendry
1/4 szklanki octu ryżowego
łyżeczka brązowego cukru
łyżka sosu sojowego
łyżeczka oleju sezamowego

Marchewkę kroimy obieraczką na cienkie paseczki. W misce łączymy wszystkie składniki marynaty, wrzucamy do niej paski marchewki i odstawiamy na pół godziny.



Marynowana czerwona cebula: 
1 czerwona cebula
laska cynamonu
1/2 szklanki octu jabłkowego
kopiasta łyżka brązowego cukru
1/2 świeżej papryczki chilli

Cebulę kroimy w piórka. W garnuszku podgrzewamy ocet z cukrem i przyprawami. Zalewamy cebulę gorącą marynatą, odstawiamy na godzinę.







wtorek, 7 stycznia 2014

Zupa kimchi

Tak, tak, wiem, że nawet w polskich supermarketach da się dziś kupić zupy instant o smaku kimchi
Tak, tak, wiem, że są one DOSKONAŁE na kaca ;)
Jeśli jednak macie ochotę na coś szybkiego, dobrego, a jednocześnie na coś super-zdrowego (w kimchi znajdują się m.in. witaminy A, B, C i probiotyki), niskokalorycznego, a jednocześnie zachowującego tę niezwykłą właściwość, która sprawia, że zdrowe i niskokaloryczne danie okazuje się jednocześnie przyjemnością, na którą ma się ochotę przed imprezą, w czasie imprezy, po imprezie i na kacu dzień po, najpierw przygotujcie słoik kimchi, a potem róbcie tę zupę, kiedy tylko się da. 

Zupa kimchi

olej kokosowy/ryżowy/ulubiony
1 mała cebula, pokrojona w piórka
3-4 łyżki kimchi
bulion warzywny (lub woda*)
1/2 kostki naturalnego tofu, pokrojonego w kostkę (można wcześniej usmażyć je na złoto, by skorupka była lekko chrupiąca)
2-3 łyżki ugotowanego brązowego ryżu na porcję
Do podania: szczypiorek, kolendra, limonka, świeże chilli (lub sriracha), sos sojowy 


Na ulubionym oleju podsmażamy cebulę. Dodajemy kimchi. Smażymy około minuty, dodajemy bulion (*lub wodę - smak kimchi i dodatków sprawią, że nawet zupa gotowana na zwykłej wodzie będzie wystarczająco intensywna). Gotujemy 10-15 minut. Podsmażone tofu dodajemy na sam koniec, tofu surowe  dodajemy wcześniej i gotujemy jeszcze kilka minut. 
Do miseczek wsypujemy ugotowany ryż, zalewamy zupą, przybieramy wybranymi dodatkami. Szczypiorek i kolendra wydają mi się niemal konieczne, natomiast chilli (lub srirachę) i sos sojowy dawkujemy zależnie od tego, jak intensywne jest nasze kimchi, od tego, czy użyliśmy bulionu, czy wody i tego, jak pikantne i jak słone chcemy otrzymać danie. 







piątek, 3 stycznia 2014

Co łączy Polaków i Koreańczyków? (+ przepis na domowe kimchi)

Być może odpowiedzi dałoby się znaleźć więcej (może ktoś ma jakieś pomysły?), tym, co jednak przychodzi do głowy mnie, jest kiszona kapusta. Tak, tak, upodobanie do fermentacji nie jest cechą powszechną wśród narodów świata i zapewne wielu z Was zdarzyło się poczęstować obcokrajowca kiszonym ogórkiem i zostać za to porządnie skrzyczanym. 
Tak jak my objadamy się kiszoną kapustą, zarówno na zimno, jak i na ciepło, tak Koreańczycy uwielbiają kimchi: kiszoną kapustę pekińską (lub chińską) na ostro z dodatkiem japońskiej rzodkwi, imbiru, czosnku, cebuli i mnóstwa chilli. Taka jest w każdym razie podstawa, bo kiszenie warzyw jest w Korei sportem narodowym i znaleźć można całą masę wariacji, w zależności od pory roku i od regionu. 

Jak ważna jest kimchi dla Koreańczyków? Najważniejsza! W czasie wojny w Wietnamie, gdy Korea wysłała swoje wojska na pomoc Amerykanom, prezydent Park Chung-hee  napisał do Lyndona Johnsona z prośbą o przesłanie jego żołnierzom puszkowanej kapusty, bo tego właśnie najbardziej brakuje im na wojnie. Premier Chung Il-kwon dodał ponoć, że za kimchi tęskni bardziej niż za swoją żoną. Także, rozumiecie, sprawa jest poważna. 

Kimchi, podobnie jak naszą kapustę, można jeść na zimno, jako "surówkę" lub na ciepło: w zupach i daniach jednogarnkowych. Stanowi też często część wspaniałego koreańskiego dania o nazwie bibimbap, które planuję pokazać Wam niedługo. 

Nie wiem, na ile ortodoksyjny jest mój przepis: pominęłam w nim oczywiście dodatki takie jak kalmary, sos rybny czy pasta krewetkowa, które nie są obowiązkowe, acz występują ponoć często. Dodałam jabłko i marchewkę, inspirując się przepisem z My New Roots, nie zrezygnowałam jednak z sosu sojowego. 

Kimchi 
(proporcje na litrowy słoik)

główka kapusty pekińskiej, posiekana
1/2 japońskiej rzodkwi, startej
2 marchewki, starte
1 małe jabłko, starte
pęczek dymki
spory kawałek imbiru (ok. 30g)
3 ząbki czosnku
3-4 czerwone, świeże chilli (lub kopiasta łyżka płatków chilli)
3-4 łyżki sosu sojowego
2 kopiaste łyżki soli

Wszystkie posiekane warzywa wrzucamy do dużej miski. 


Blendujemy (lub siekamy i ucieramy w moździerzu) czosnek, imbir i chilli. Dodajemy do miski razem z solą i sosem sojowym. I zabieramy się do roboty: mieszamy i ugniatamy rękami, by warzywa zmniejszyły objętość i puściły sok. Powinny wyglądać mniej więcej tak: 


Odstawiamy na kilka godzin, w międzyczasie jeszcze ze dwa razy porządnie masujemy. Próbujemy i, w razie czego, dodajemy soli lub sosu sojowego. 
Wkładamy do słoika (lub mniejszych słoiczków), starając się, by usunąć jak najwięcej powietrza. Zamykamy i odstawiamy na kilka dni, pozwalając warzywom sfermentować. Nie przejmujemy się bąbelkami powietrza, ani nawet dziwnymi dźwiękami ;) Po kilku dniach otwieramy i zjadamy. A w jakiej formie (prócz surówki, oczywiście) zjadamy - o tym następnym razem. Po otwarciu przechowujemy w lodówce. 

sobota, 6 lipca 2013

wtorek, 11 czerwca 2013

Trzy pomysły na imprezowe sałatki

Coroczne gotowanie na imprezę urodzinową jest niezmiernie stresujące i pracochłonne, ale - jeśli smakuje szanownym gościom - daje też całkiem niezłą satysfakcję. Zazwyczaj nie jest tak, że jestem super-dumna z któregoś dania, bo robię ich 500 i brakuje czasu, by dopracować wszystko idealnie, ale chyba w tym roku nie było źle. Oczywiście jeśli chodzi o część słoną, bo ze słodkich rzeczy, przyznam, nie byłam szczególnie zadowolona. Umówmy się - nie przepadam za słodyczami i to jednak nie do końca moja bajka, więc będzie trzeba nad tym popracować ;)

Przygotowałam: 

- moje ukochane falafle (niedługo pokażę na blogu razem ze wszystkimi dodatkami i bajerami)
- świeże spring rollsy z sosem chilli (to bardzo ważne danie: już niedługo zdradzę, dlaczego)
- sałatkę z arbuza, fety, oliwek, mięty i cebulki marynowanej w balsamico
- raitę z ogórkiem, czosnkiem, miętą i olejem aromatyzowanym liśćmi curry
- grillowane szparagi na sosie z duszonych pomidorów
- sałatkę z młodych ziemniaków z fasolką szparagową i świeżym groszkiem z dressingiem musztardowym
- sałatkę makaronową z sosem jogurtowym z sezamem, ciecierzycą i suszonymi pomidorami
- trzy sałatki, które przedstawię nieco bliżej ;)

Sałatka z kuskusu z pastą ziołową, żurawiną i fetą

200 g kuskusu
po małym pęczku koperku, mięty, pietruszki i kolendry 
oliwa z oliwek
sól
mała cebulka
suszona żurawina
pistacje
plaster dobrej fety

Kuskus zalewamy bulionem warzywnym lub wodą. Cebulkę kroimy w piórka i smażymy na oliwie. Zioła miksujemy z dwiema łyżkami oliwy, dodajemy do kuskusu. Mieszamy z cebulką, żurawiną i pistacjami. Posypujemy fetą i świeżo mielonym pieprzem. 



Sałatka ze szparagów i pieczonej papryki

pęczek zielonych szparagów
2 papryki
oliwa z oliwek
tymianek, oregano
liście rukoli
ocet balsamiczny
sól
orzeszki piniowe
płatki migdałów

Szparagi grillujemy z odrobiną oliwy i listkami tymianku i oregano. Paprykę wstawiamy do piekarnika do spieczenia skórki, wkładamy na chwilę do torebki foliowej, kiedy ostygną - obieramy. Kroimy na paski. Na talerzu rozkładamy liście rukoli, na nią szparagi i paprykę. Orzeszki i migdały prażymy na patelni i posypujemy nimi sałatkę.


Azjatycka sałatka z makaronem i mango

1 mango
1 spora marchewka
1 ogórek
szczypiorek, mięta, kolendra, bazylia
200 g makaronu ryżowego
orzeszki nerkowca

Na sos: 
2 ząbki czosnku
kawałek imbiru
2 "gałązki" trawy cytrynowej
kawałek papryczki chilli 
4 łyżki jasnego sosu sojowego
2 łyżki oleju sezamowego
łyżeczka brązowego cukru
sok z limonki

Przyprawy/warzywa na sos drobniutko siekamy, mieszamy z cukrem i płynnymi składnikami. Mango, marchewkę i ogórka kroimy w słupki, makaron gotujemy według przepisu na opakowaniu. Orzeszki ziemne kruszymy. Warzywa mieszamy z sosem, odstawiamy na pół godziny. Makaron studzimy, dodajemy do warzyw razem z ziołami. Posypujemy podprażonymi na patelni orzeszkami. 





wtorek, 4 czerwca 2013

Stir-Fry ze szparagów, tofu, nerkowców i botwinki

Szybki, pyszny lunch, inspirowany przepisem z jednego z moich ulubionych blogów 101 Cookbooks i zawartością lodówki. Nie miałam sosu hoisin, miałam za to sos sojowy i masło orzechowe, które jest jednym z moich ulubionych dodatków do stir-fry. 



Stir-Fry ze szparagów, tofu, nerkowców i botwinki
(dla jednej osoby)

pół kostki tofu (pokrojonego w kostkę i odsączonego)
3-4 młodziutkie cebulki z dymki
2 ząbki czosnku
kawałek imbiru
pół zielonej papryczki chilli
6-7 cienkich zielonych szparagów
kilka liści botwinki (ew. szpinaku)
garść nerkowców
olej kokosowy
2-3 łyżki jasnego sosu sojowego
łyżeczka masła orzechowego
sriracha (opcjonalnie)
liście bazylii i mięty
ryż jaśminowy (do podania)



Tofu odsączamy, kroimy w kostkę. Ryż płuczemy, ugniatając, żeby uwolnić skrobię i gotujemy (proporcje ryżu do wody: 1:2). 
Przygotowujemy wszystkie składniki na stir-fry: siekamy imbir, czosnek i papryczkę, drobno kroimy dymkę, rwiemy listki, szparagi kroimy na kawałki. W woku lub na dużej patelni rozgrzewamy olej kokosowy, wrzucamy tofu, smażymy do zbrązowienia i odsączamy na papierze. Na olej wrzucamy cebulkę, nerkowce i szparagi, smażymy około minuty, mieszając. Dodajemy czosnek, imbir, papryczkę i botwinkę, a po chwili sos sojowy i masło orzechowe, ewentualnie też srirachę. Podajemy z ryżem, bazylią i miętą. 



poniedziałek, 20 maja 2013

Banh mi z wędzonym tofu i marynowanymi warzywami

Jak wspominałam już jakiś czas temu, wpływy kuchni francuskiej sprawiły, że w Wietnamie niezwykle popularne są bagietki. Bánh Mì to wietnamska nazwa różnych rodzajów chleba, zaś w krajach zachodnich, w których żyją duże społeczności imigrantów (a więc także i w Polsce) terminem tym określa się szczególny rodzaj wietnamskich kanapek, wypełnionych zazwyczaj różnymi rodzajami mięsa, omletem lub tofu i warzywami. 
W mojej wersji występują moje ulubione tofu wędzone, marynowane warzywa i kolendra. Kolendry powinno być jak najwięcej, jak jednak widać na zdjęciu - mnie się akurat kończyła :/



Bánh Mì z tofu i marynowanymi warzywami

bagietka (u mnie pełnoziarnista)
4 plastry wędzonego tofu (odsączonego na papierowym ręczniku, usmażonego na odrobinie oleju kokosowego i ponownie odsączonego - tym razem z tłuszczu)

mała marchewka
1/2 ogórka
szczypiorek
papryczka chilli (bez pestek)
mały kawałek imbiru
3 łyżki octu ryżowego
1/2 łyżeczki cukru palmowego
1 łyżka sosu sojowego

liście kolendry (dużo!) i bazylii
ew. majonez (może być wegański), słodki sos chilli, sriracha, smażona cebulka/szalotka

Marchewkę i ogórka obieramy i, wciąż obieraczką, kroimy na cieniutkie paski. Szczypiorek i papryczkę chilli kroimy na skos. Imbir ścieramy na tarce. W miseczce mieszamy ocet ryżowy, cukier, imbir i sos sojowy i tak przygotowaną marynatą zalewamy warzywa, dokładnie mieszamy (najlepiej łapką) i odstawiamy na 15-20 minut. 
Bagietkę podgrzewamy w piekarniku (możemy pozbawić ją części miąższu, żeby było więcej miejsca na nadzienie). 
Jeśli używamy, smarujemy bagietkę majonezem, układamy dokładnie odsączone, ciepłe plastry tofu, marynowane warzywa, zioła, ewentualnie polewamy sosem i/lub posypujemy smażoną cebulką. 


wtorek, 30 kwietnia 2013

Garść inspiracji na majówkę

Oby tylko pogoda dopisała, bo majówka to najlepszy w roku czas na piknik. Ja wybieram się do Puszczy Kampinoskiej, ale nada się każdy park, nie wspominając już o własnej działce czy ogrodzie. Działka i ogród mają tę przewagę, że można popić piknikowe cuda chłodnym szprycerem... To znaczy oczywiście w parku też można, ale trzeba się trochę poukrywać ;) Trochę żałuję, że państwo ma swoich obywateli za debili, ale po ostatniej przygodzie w kieleckim akademiku (gdzie znalazłam się wraz z grupą studentów na objeździe naukowym), kiedy to chcieliśmy wyjść nocą z kolegą na zewnątrz i zostaliśmy zrugani przez panią, która ogłosiła, że "u nas panują inne zwyczaje" i w ogóle co my sobie myślimy (korytarze tego akademika oczywiście pokryte były petami i puszkami po piwie, więc faktycznie inne zwyczaje...), nic mnie już nie zdziwi. Tak czy inaczej, jedzenie w przestrzeni publicznej nie jest jeszcze, póki co, zabronione, więc korzystajmy, póki czas. 


ananas pokrojony w kostkę
pół ogórka (również w kostkę)
garść listków kolendry, mięty, tajskiej bazylii od pana Ziółko
szczypiorek
pędy bambusa
papryczka chilli
dressing z sosu sojowego, słodkiego sosu sojowego, soku z cytryny i oleju kokosowego



puszka ciecierzycy
2 łyżki tahini
ząbek czosnku
łyżeczka chrzanu
łyżeczka posiekanych listków rozmarynu
woda

(wszystkie składniki dokładnie miksujemy, powoli dodajemy wodę, solimy do smaku)


pół kalafiora podzielonego na różyczki
cebula pokrojona w piórka
pół łyżeczki kminu
oliwa z oliwek
kilka suszonych moreli
garstka orzeszków piniowych
natka pietruszki

(Orzeszki prażymy na patelni, na drugiej smażymy na oliwie cebulę i kmin, dodajemy kalafiora i morele, podsmażamy jeszcze chwilę, posypujemy orzeszkami i natką pietruszki.)

kuskus

jogurt bałkański zmiksowany z ząbkiem czosnku, łyżką tahini i szczyptą soli


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Tofu w zielonym sosie curry

Gdybym miała wybrać jedną kategorię dań, którą lubię robić najbardziej i z którą już całkiem nieźle sobie radzę, chyba wybrałabym curry. Uwielbiam przygotowywać w domu pasty - zarówno te w stylu hinduskim, jak i tajskim. Tak się zapamiętałam w tych eksperymentach, że mój narzeczony ma już serdecznie dosyć i zażądał ostatnio kotlecików jajecznych z ziemniakami i surówką ;) Do tego w wywiadzie z prof. Kozłowską-Wojciechowską w ostatnich "Wysokich Obcasach Extra" przeczytał też, że zachodni mężczyźni nie powinni spożywać zbyt dużo soi, więc na tofu też mam już chyba bana...

Tofu w zielonym sosie curry
Przepis kombinowany

Na pastę: 
1 szalotka
2-3 ząbki czosnku
spory kawałek imbiru
2 zielone chilli bez pestek
gałązka trawy cytrynowej (ja miałam mrożoną; można użyć 1/2 łyżeczki suszonej trawy)
pęczek kolendry
pęczek bazylii
1/2 łyżeczki ziaren kolendry

Wszystkie składniki ucieramy w moździerzu (ew. blendujemy) na możliwie gładką pastę. Żeby było łatwiej, możemy dodać odrobinę oleju (u mnie kokosowego).


Pozostałe składniki: 
olej kokosowy do smażenia
1 puszka mleka kokosowego
sos sojowy, cukier trzcinowy, sok z limonki

1 szalotka / mała cebulka
kostka naturalnego, twardego tofu
garść groszku cukrowego
do podania: orzechy nerkowca, świeża kolendra, ryż jaśminowy


Na oleju podsmażamy pastę, dodajemy mleczko kokosowe.  Porządnie odsączone tofu kroimy w plastry i dodajemy do sosu, to samo robimy z posiekaną szalotką. Gotujemy na wolnym ogniu około 20 minut. Wrzucamy groszek cukrowy i podgrzewamy jeszcze kilka minut. Doprawiamy do smaku cukrem, sosem sojowym i sokiem z cytryny.
Podajemy z jaśminowym ryżem, kruszonymi orzeszkami nerkowca i świeżą kolendrą. 




Składnik na dziś: ORZECHY NERKOWCA. Nasiona nanercza zachodniego, drzewa z rodziny nanerczowatych, który jest bliskim krewniakiem mango. Pochodzą z Ameryki Południowej. Zawierają około 10% skrobi, dzięki czemu dobrze nadają się do zagęszczania sosów czy kremów. Długo namoczone i zmiksowane, zyskują konsystencję przypominającą nieco serek, przez co są ulubionymi chyba orzechami wegan :)
Mają dużo kalorii (553/100g); są dobrym źródłem minerałów (mangan, miedź, selen, cynk), witamin B5 i B6, ryboflawiny i tiaminy. Są zaliczane do "superfoods" jako dobre źródło przeciwutleniaczy. Zawierają zdrowe dla serca tłuszcze mononienasycone i kwas oleinowy. Z badań wynika, że mimo dużej zawartości kalorii, warto jeść orzechy przynajmniej dwa razy w tygodniu - pod warunkiem, oczywiście, że nie mamy alergii.

piątek, 12 kwietnia 2013

San Choy Bow / sos sojowy

San Choy Bow (lub Bau) to danie kantońskie, podawane w Chiński Nowy Rok - po kantońsku nazwa brzmi ponoć podobnie do słowa "dobrobyt" i właśnie dobrobyt ma przynieść świętującym. Nie znalazłam na jego temat zbyt wielu informacji - nie wiem, czy istnieje jakaś wersja kanoniczna, czy też nazwa odnosi się wyłącznie do elementu łączącego wszystkie San Choy Bow - miseczki z liścia sałaty, do której wkłada się najróżniejsze rzeczy - kurczaka, mieloną wieprzowinę, grzyby czy tofu. 

Sofiaworld/istockpictures.com

U mnie wersja wegańska, oparta przede wszystkim na grzybach, tofu i sosie sojowym. San Choy Bow to doskonała przystawka dla osób na diecie niskowęglowodanowej, ja podałam je jednak na obiad, razem z ryżem i piklami z marchewki. 

San Choy Bow z grzybami i tofu
Przepis kombinowany

2 duże liście sałaty (tradycyjnie - lodowej, u mnie akurat była rzymska i też jest ok)
2 ząbki czosnku
kawałek imbiru
dymka
gałązka selera naciowego
pół kostki twardego tofu
4 pieczarki
2 boczniaki
1 łyżka jasnego sosu sojowego
1 łyżka ciemnego sosu sojowego
1 łyżeczka słodkiego sosu sojowego* 
olej do smażenia (u mnie - kokosowy)

Do podania: 
papryczka chilli
szczypiorek
orzeszki ziemne lub nerkowca



Tofu i grzyby szybko blendujemy (ew. tofu kruszymy, a grzyby kroimy drobniutko). Na oleju podsmażamy posiekaną dymkę, czosnek, imbir i pokrojoną gałązkę selera. Dodajemy mieszankę z tofu i grzybów i, mieszając, smażymy na dużym ogniu, żeby pozbyć się wody z grzybów. Dodajemy sosy sojowe (*możemy zastąpić słodki łyżeczką trzcinowego cukru) i smażymy jeszcze chwilę, do połączenia składników. Przekładamy miksturę na umyte liście sałaty, posypujemy pokruszonymi orzeszkami, posiekanym szczypiorkiem i papryczką. 

Składnik na dziś: 
SOS SOJOWY - I tutaj wkraczamy na teren trudny, ponieważ nie jest to - jak dotychczasowe składniki - rzecz absolutnie i niepodważalnie godna polecenia, przede wszystkim ze względu na zawartość sodu. Oczywiście podstawowym pytaniem jest, jak bardzo powinniśmy ograniczać jego spożycie i czy dotyczy to wszystkich. Przyjmuję (bardziej zdroworozsądkowo, niż naukowo), że jeśli ograniczamy produkty gotowe, które już zawierają w sobie sól i nie mamy nadciśnienia (a przy okazji alergii), nieduże ilości sosu sojowego krzywdy nam nie zrobią, a jest on wart włączenia do diety ze względu na inne właściwości. Pierwszą z nich jest oczywiście wyjątkowy smak umami, sto lat temu włączony do smaków podstawowych, który sprawia, że sos sojowy bardzo trudno byłoby czymkolwiek zastąpić.
Dzięki procesowi fermentacji, w sosie sojowym znajdują się peptydy (czyli takie małe białka;)), oligo- i polisacharydy (które zapewniają ponoć działanie przeciwzapalne, a nawet antyalergiczne) oraz spora gama antyoksydantów: np. manganu i kwasów fenolowych. Sos sojowy dobrze wpływa na trawienie. Prowadzone są badania na temat jego działania przy cukrzycy typu II. 

http://www.whfoods.com/genpage.php?tname=foodspice&dbid=110#healthbenefits
http://www.nutraingredients.com/Research/Antioxidant-rich-soy-sauce-could-protect-against-CVD
Yang B, Prasad N, Xie H et al. Structural characteristics of oligosaccharides from soy sauce lees and their potential prebiotic effect on lactic acid bacteria, "Food Chemistry", 126, Issue 2, 15 May 2011, Pages 590-594. 2011.
Yang B, Yang H, Li J et al. Amino acid composition, molecular weight distribution and antioxidant activity of protein hydrolysates of soy sauce lees, "Food Chemistry", 124, Issue 2, 15 January 2011, Pages 551-555. 2011

wtorek, 9 kwietnia 2013

Szybka, orzeźwiająca sałatka na zdrowy lunch.

Nie da się już prościej. 

Tajska sałatka z mango i ogórka

1 mango, pokrojone w słupki
1/2 ogórka, pokrojonego tak jak mango
po garści listków kolendry i mięty
szczypiorek
papryczka chilli bez pestek (tyle, ile lubimy)

sos: 
3 łyżeczki sosu sojowego
2 łyżeczki soku z limonki
1 łyżeczka oleju sezamowego
mały kawałek posiekanego imbiru

kruszone orzeszki ziemne

Składniki sałatki mieszamy, składniki sosu mieszamy, mieszamy wszystko ze sobą, posypujemy orzeszkami. Przepyszna i świeża, w sam raz na lekki lunch, jeśli niedługo później planujemy - jak ja dzisiaj - porządniejszy popołudniowy trening. Jeśli zależy nam na pełniejszym, zawierającym białko posiłku, dodajmy do niej kilka podsmażonych kostek tofu.



Po miesięcznej przerwie, kiedy ćwiczyłam w domu z Ewą Chodakowską oraz innymi filmikami z internetu, wróciłam do mojego fitness clubu - z ogromną przyjemnością, bo chyba jednak sama nie umiem się tak w 100% zmobilizować. Wczoraj było Magic Bar (dość intensywny trening z obciążeniem, zwany również "Straszną Sztangą";)), po którym faktycznie czuję dzisiaj jakiś przypływ energii (chociaż może to wiosna?), dzisiaj planuję godzinny FatBurning i półgodzinny Płaski Brzuch - w odróżnieniu od chyba większości dziewczyn, ćwiczenia na brzuch zdecydowanie lubię najbardziej. Właściwie traktuję je jak relaks po innych, znacznie bardziej męczących mnie rzeczach. 
Ten przypływ aktywności związany jest, oczywiście, z tym, że mam dużo pracy i deadline się zbliża. Tak jest zawsze. 


środa, 3 kwietnia 2013

Wiecie, skąd się wzięła nazwa Pho? O zupie doskonałej.


Jak wiadomo, przez niemal sto lat Wietnam znajdował się pod francuskim protektoratem – miało to, jak można się domyślić, ogromny wpływ także na charakter wietnamskiej kuchni. Dzięki znajomości historii oczywiste staje się, dlaczego akurat w Wietnamie tak popularne są... bagietki. Bánh Mì to wietnamska nazwa różnych rodzajów chleba, zaś w krajach zachodnich, w których żyją duże społeczności imigrantów (a więc także i w Polsce) terminem tym określa się szczególny rodzaj wietnamskich kanapek z bagietki, wypełnionych zazwyczaj różnymi rodzajami mięsa, tofu i warzywami. Kanapki te są przepyszne i niedługo pokażę na taką przepis (to będzie w dniu dyspensy, bo bagieta ze smażonym tofu to nie jest najbardziej dietetyczne z dań), ale na razie wróćmy do zupy.



Pho to najprawdopodobniej przekształcona nazwa pot-au-feu, czyli francuskiego gulaszu z wołowiny (choć istnieje także teoria, że zupa wzięła swoją nazwę od kantońskiego makaronu ryżowego phấn). Jest to aromatyczny bulion – najczęściej wołowy, choć zdarzają się wersje drobiowe i wegetariańskie – z makaronem ryżowym, kawałkami mięsa lub tofu, ziołami i warzywami. 
Zupa ta stała się niesamowicie popularna w Warszawie (czy w innych miastach też?),  zwłaszcza odkąd dawne stoiska wietnamskie przeniosły się ze Stadionu Dziesięciolecia na „salony” w centrum. Micha takiej zupy to opcja niedroga, niezbyt kaloryczna, dość zdrowa, sycąca i... doskonała na kaca, dzięki czemu znalazła ogromny poklask wśród warszawskich imprezowiczów. Wady? Nie wszędzie dostępna jest wersja wegetariańska – zdarzyło mi się w jednej z popularnych knajpek zamówić zupę o takiej nazwie, w której faktycznie nie pływało mięso, lecz która na odległość śmier... pachniała kośćmi. Trudno się temu dziwić – pho to taki odpowiednik naszego rosołu, a trudno się spodziewać wegetariańskiego rosołu w restauracji :)
Co innego w domu – w domu przyrządzić można pyszny, warzywny bulion, który dzięki kilku przyprawom zmienia się w aromatyczną, słodko-kwaśno-słono-ostrą zupę, od której trudno się nie uzależnić. Dodatek ryżowego makaronu, świeżych ziół, surowych i lekko marynowanych warzyw i tofu czyni z niej pełnowartościowy, dość niskokaloryczny posiłek, który genialnie sprawdza się w chłodne dni (a tych w tym roku nie brakuje) oraz oczywiście na kaca (którego jednak nie mamy, bo przecież projekt wiosna!:))


Wegetariańska zupa pho z makaronem ryżowym i tofu
Przepis kombinowany z różnych źródeł internetowych

Bulion:
2 duże cebule (przepołowione i obrane)
spory kawałek imbiru (obrany)
4 marchewki
1 pietruszka
2 ząbki czosnku
2 łodygi selera naciowego
ew. kawałek korzenia selera
laska cynamonu
5 goździków
pół łyżeczki pieprzu syczuańskiego (opcjonalnie)
pół łyżeczki ziarenek kolendry
2 gwiazdki anyżu
sos sojowy
cukier trzcinowy
sól

makaron ryżowy (płaskie wstążki)

Do podania:
tofu pokrojone w kostkę i smażone na odrobinie oleju (może być wędzone)
cienkie piórka czerwonej cebuli, skropione wcześniej octem ryżowym lub sokiem z cytryny
cienkie słupki z surowej marchewki lub marynowana marchewka*
szczypiorek
kolendra
mięta
kiełki fasoli mung
papryczka chilli / sriracha
cytryna lub limonka

* o piklach napiszę więcej niedługo – paseczki marchewki zalewam mieszaniną gorącej wody, octu ryżowego i cukru trzcinowego, dodaje kilka ziarenek kolendry i marynuję od kilku godzin do kilku dni.

Cebule i imbir opalamy nad ogniem lub wkładamy na 10 minut do mocno rozgrzanego piekarnika. Na patelni chwilę prażymy przyprawy (cynamon, anyż, goździki, pieprz). Warzywa obieramy, jeśli są duże – kroimy na pół albo na spore kawałki. Wrzucamy do garnka razem z przyprawami, cebulą i imbirem. Zalewamy zimną wodą (2,5 litra), doprowadzamy do wrzenia i zostawiamy na wolnym ogniu na 2-4 godziny (im dłużej, tym lepiej).
Po tym czasie bulion odcedzamy i zaczynamy przyprawianie: dodajemy sól, sos sojowy i cukier trzcinowy po trochu, szukając równowagi smaków. Mnie zazwyczaj wychodzi około 5 łyżek sosu i 2 łyżek cukru.
Makaron przygotowujemy według przepisu na opakowaniu i przekładamy do miseczek. Dodajemy papryczkę chilli lub srirachę (lub jedno i drugie), cebulę, marchewkę, tofu i kiełki. Zalewamy bulionem i posypujemy słuszną porcją ziół. Doprawiamy sokiem z cytryny.



Składnik na dziś:
KOLENDRA (cilantro) to roślina jednoroczna, należąca do rodziny selerowatych, pochodzi znad Morza Śródziemnego. Ma szerokie zastosowanie kulinarne: używa się zarówno jej listków, jak i owoców, potocznie zwanych nasionami. Z owoców tych tworzy się olejek o działaniu moczopędnym, rozkurczowym i wspomagającym trawienie (bywa składnikiem herbatek ziołowych). 
Doceniane są przeciwzapalne i przeciwdziałające cukrzycy właściwości kolendry. Badania wykazały, że pomaga ona również obniżyć poziom cholesterolu. Jest źródłem wapnia, potasu, magnezu, a także błonnika pokarmowego.