Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreańsko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreańsko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 maja 2014

Bibimbap z kimchi, jajkiem, marchewką i szybkimi piklami z ogórka

Bibimbap to nie "przepis", to nie "danie": w Korei jest czymś podobnym do włoskiego risotta, to znaczy wehikułem dla innych smaków. O ile Włosi są minimalistami - do swojego doskonałego ryżu najchętniej dodaliby tylko jedno małe warzywko i odrobinę parmezanu - o tyle koreańskie (a może raczej euro-koreańskie) przepisy dopuszczają całe mnóstwo dodatków. U mnie znajdą się kimchi, smażone tofu, pikle z ogórka i marchewka z sezamem - czy to autentyczne, nie dowiem się przed podróżą do Korei. Czy dobre - powiem od razu. Bardzo. 

Nie jest też trudne w przygotowaniu, choć wymaga kilku osobnych procesów: ugotowania ryżu, zamarynowania ogórków, usmażenia jajka i tofu, szybkiego podsmażenia marchewki i, oczywiście, zrobienia kimchi, chociaż tutaj można się posiłkować dostępnymi w sklepach z orientalną żywnością gotowcami. 

Bibimbap

100g jaśminowego ryżu
łyżeczka sosu sojowego
łyżeczka octu ryżowego
łyżeczka oleju sezamowego

1 duża marchewka, pokrojona w słupki
łyżeczka sosu sojowego
łyżeczka oleju sezamowego
2 łyżeczki prażonych ziaren sezamu

2 ogórki gruntowe
łyżeczka soli
2 łyżeczki cukru

2 łyżki kimchi

2 jajka

kostka tofu, pokrojonego w plastry i usmażonego na złoto

szczypiorek, kolendra, kiełki fasoli mung, sriracha i/lub świeże chilli


Ryż płuczemy, by usunąć skrobię, wsypujemy do garnka i zalewamy wodą w proporcji 1:2. Gotujemy 15 minut, aż woda się wchłonie. Przyprawiamy sosem sojowym, octem ryżowym i olejem sezamowym. 
Ogórki kroimy w plastry, zasypujemy solą i cukrem, odstawiamy na 15-20 minut. 
Marchewkę kroimy w słupki, wrzucamy na mocno rozgrzaną patelnię wraz z sosem sojowym, olejem sezamowym i sezamem. 
Jajka smażymy na odrobinie oleju. 
W miskach układamy ryż i, obok siebie: plastry usmażonego tofu, marchewkę, pikle z ogórka, kimchi, kiełki fasoli mung, szczypiorek i kolendrę. Na środku kładziemy sadzone jajko. Podajemy ze srirachą lub świeżym chilli. 

wtorek, 7 stycznia 2014

Zupa kimchi

Tak, tak, wiem, że nawet w polskich supermarketach da się dziś kupić zupy instant o smaku kimchi
Tak, tak, wiem, że są one DOSKONAŁE na kaca ;)
Jeśli jednak macie ochotę na coś szybkiego, dobrego, a jednocześnie na coś super-zdrowego (w kimchi znajdują się m.in. witaminy A, B, C i probiotyki), niskokalorycznego, a jednocześnie zachowującego tę niezwykłą właściwość, która sprawia, że zdrowe i niskokaloryczne danie okazuje się jednocześnie przyjemnością, na którą ma się ochotę przed imprezą, w czasie imprezy, po imprezie i na kacu dzień po, najpierw przygotujcie słoik kimchi, a potem róbcie tę zupę, kiedy tylko się da. 

Zupa kimchi

olej kokosowy/ryżowy/ulubiony
1 mała cebula, pokrojona w piórka
3-4 łyżki kimchi
bulion warzywny (lub woda*)
1/2 kostki naturalnego tofu, pokrojonego w kostkę (można wcześniej usmażyć je na złoto, by skorupka była lekko chrupiąca)
2-3 łyżki ugotowanego brązowego ryżu na porcję
Do podania: szczypiorek, kolendra, limonka, świeże chilli (lub sriracha), sos sojowy 


Na ulubionym oleju podsmażamy cebulę. Dodajemy kimchi. Smażymy około minuty, dodajemy bulion (*lub wodę - smak kimchi i dodatków sprawią, że nawet zupa gotowana na zwykłej wodzie będzie wystarczająco intensywna). Gotujemy 10-15 minut. Podsmażone tofu dodajemy na sam koniec, tofu surowe  dodajemy wcześniej i gotujemy jeszcze kilka minut. 
Do miseczek wsypujemy ugotowany ryż, zalewamy zupą, przybieramy wybranymi dodatkami. Szczypiorek i kolendra wydają mi się niemal konieczne, natomiast chilli (lub srirachę) i sos sojowy dawkujemy zależnie od tego, jak intensywne jest nasze kimchi, od tego, czy użyliśmy bulionu, czy wody i tego, jak pikantne i jak słone chcemy otrzymać danie. 







piątek, 3 stycznia 2014

Co łączy Polaków i Koreańczyków? (+ przepis na domowe kimchi)

Być może odpowiedzi dałoby się znaleźć więcej (może ktoś ma jakieś pomysły?), tym, co jednak przychodzi do głowy mnie, jest kiszona kapusta. Tak, tak, upodobanie do fermentacji nie jest cechą powszechną wśród narodów świata i zapewne wielu z Was zdarzyło się poczęstować obcokrajowca kiszonym ogórkiem i zostać za to porządnie skrzyczanym. 
Tak jak my objadamy się kiszoną kapustą, zarówno na zimno, jak i na ciepło, tak Koreańczycy uwielbiają kimchi: kiszoną kapustę pekińską (lub chińską) na ostro z dodatkiem japońskiej rzodkwi, imbiru, czosnku, cebuli i mnóstwa chilli. Taka jest w każdym razie podstawa, bo kiszenie warzyw jest w Korei sportem narodowym i znaleźć można całą masę wariacji, w zależności od pory roku i od regionu. 

Jak ważna jest kimchi dla Koreańczyków? Najważniejsza! W czasie wojny w Wietnamie, gdy Korea wysłała swoje wojska na pomoc Amerykanom, prezydent Park Chung-hee  napisał do Lyndona Johnsona z prośbą o przesłanie jego żołnierzom puszkowanej kapusty, bo tego właśnie najbardziej brakuje im na wojnie. Premier Chung Il-kwon dodał ponoć, że za kimchi tęskni bardziej niż za swoją żoną. Także, rozumiecie, sprawa jest poważna. 

Kimchi, podobnie jak naszą kapustę, można jeść na zimno, jako "surówkę" lub na ciepło: w zupach i daniach jednogarnkowych. Stanowi też często część wspaniałego koreańskiego dania o nazwie bibimbap, które planuję pokazać Wam niedługo. 

Nie wiem, na ile ortodoksyjny jest mój przepis: pominęłam w nim oczywiście dodatki takie jak kalmary, sos rybny czy pasta krewetkowa, które nie są obowiązkowe, acz występują ponoć często. Dodałam jabłko i marchewkę, inspirując się przepisem z My New Roots, nie zrezygnowałam jednak z sosu sojowego. 

Kimchi 
(proporcje na litrowy słoik)

główka kapusty pekińskiej, posiekana
1/2 japońskiej rzodkwi, startej
2 marchewki, starte
1 małe jabłko, starte
pęczek dymki
spory kawałek imbiru (ok. 30g)
3 ząbki czosnku
3-4 czerwone, świeże chilli (lub kopiasta łyżka płatków chilli)
3-4 łyżki sosu sojowego
2 kopiaste łyżki soli

Wszystkie posiekane warzywa wrzucamy do dużej miski. 


Blendujemy (lub siekamy i ucieramy w moździerzu) czosnek, imbir i chilli. Dodajemy do miski razem z solą i sosem sojowym. I zabieramy się do roboty: mieszamy i ugniatamy rękami, by warzywa zmniejszyły objętość i puściły sok. Powinny wyglądać mniej więcej tak: 


Odstawiamy na kilka godzin, w międzyczasie jeszcze ze dwa razy porządnie masujemy. Próbujemy i, w razie czego, dodajemy soli lub sosu sojowego. 
Wkładamy do słoika (lub mniejszych słoiczków), starając się, by usunąć jak najwięcej powietrza. Zamykamy i odstawiamy na kilka dni, pozwalając warzywom sfermentować. Nie przejmujemy się bąbelkami powietrza, ani nawet dziwnymi dźwiękami ;) Po kilku dniach otwieramy i zjadamy. A w jakiej formie (prócz surówki, oczywiście) zjadamy - o tym następnym razem. Po otwarciu przechowujemy w lodówce.