Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strączkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strączkowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 grudnia 2014

Krem z dyni i żółtej soczewicy z pestkami w kurkumowej oliwie

Dwa tygodnie spędzone na tzw. "diecie pudełkowej" skutecznie zwiększyły mój apetyt... przede wszystkim na gotowanie! W tym czasie dostałam też książkę Marty Dymek, przeglądałam z zapałem Ottolenghiego, nie przestawałam zaglądać na ulubione blogi, myśląc tylko o tym, kiedy stanę przy garach, starając się trzymać zdrowych nawyków. 
I tak w pierwszy dzień po zakończeniu diety upiekłam ciastka z ciecierzycy i masła orzechowego, zrobiłam ulubiony smalec z fasoli z wędzoną śliwką, usmażyłam kotlety pieczarkowo-jajeczne i ugotowałam zupę. Bardzo dobrą zupę. 

Krem z dyni i żółtej soczewicy 
z pestkami dyni i oliwą kurkumową

łyżeczka oleju kokosowego/ryżowego
1 średnia cebula
po szczypcie kurkumy, wędzonej papryki ostrej i słodkiej
kilka listków curry (opcjonalnie)
100g żółtej soczewicy
ok. 1/2 kg dyni (użyłam Muscat de Provence)
warzywny bulion (3-4 szklanki)
sól

2 łyżki oliwy
1/2 łyżeczki kurkumy
garść pestek dyni



Cebulę siekamy, szklimy na oleju. Dodajemy przyprawy i chwilę podsmażamy. Wrzucamy soczewicę i pokrojoną na nieduże kawałki dynię i zalewamy bulionem (na początku lepiej dodać około trzech szklanek, żeby po zblendowaniu móc jeszcze dopasować gęstość zupy do swoich potrzeb - ja tę akurat lubię dość rzadką). Wyławiamy listki curry i blendujemy na gładki krem. 

Na patelni delikatnie podgrzewamy oliwę, dodajemy kurkumę i pestki. Podsmażamy chwilę, żeby te się uprażyły. Chcąc zmniejszyć ilość tłuszczu, pomijamy oliwę i po prostu prażymy pestki, a do zupy dodajemy nieco więcej kurkumy.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Jak się przekonać do zdrowego jedzenia (i pieczona marchewka z za'atarem na kurkumowej soczewicy)

Wbrew temu, co twierdzą czasem promotorzy zdrowego żywienia, nie jest wcale łatwo przekonać samego siebie, że co zdrowe, jest też smaczne. To znaczy, OK, jest smaczne, ale nie znam wielu osób, które wolą maczać surową marchewkę w twarożku z nerkowców niż bagietkę w czosnkowym aioli. Wiem, wiem, "bezglutenowi weganie" na pewno, ale, że tak powiem, who are they kidding? ;) Inne względy - zdrowotne, etyczne - często mają dla nich po prostu większe znaczenie niż smak, co jest godne szacunku, ale wcale nie takie proste w realizacji. 
Ja samą siebie muszę przekonywać nieustannie i mam na to kilka sprawdzonych patentów. Jeden to moja ukochane zupy: kimchi i pho w wersji wegańskiej, które dzięki ostrości, kwasowości, dodatkowi tofu i makaronu lub ryżu, mają w sobie aspekt "guilty pleasure", pozostając zdrowymi i dość lekkimi. Drugi, to oczywiście najróżniejsze wegańskie burgery, napakowane ziarnami, kaszami, strączkami, z mnóstwem ulubionych przypraw i podane z dobrym sosem. Trzeci to moje ukochane comfort food, czyli ulubione warzywa (jeśli mam mieć dobry humor, koniecznie musi być wśród nich choć trochę ziemniaków) upieczone z czosnkiem i rozmarynem albo z wędzoną papryką i kminem, podane z lekkim, jogurtowym sosem. 
Czwarty to curry różnej maści i wariacje na jego temat. Takie, jak dzisiejsza. Nieklasyczna, bo łącząca aromatyczny, arabski za'atar z kurkumą, imbirem i czosnkiem. I - dla efektu i konsystencji - niejednogarnkowa, choć wciąż wymagająca głównie uważnego dobierania składników, a wcale nie tak wiele pracy. 

Pieczona marchewka z za'atarem na kurkumowej soczewicy

2 marchewki
szczypta cynamonu, kolendry, wędzonej papryki i soli
oliwa z oliwek
świeży tymianek

1/2 szklanki czerwonej soczewicy
1/4 szklanki quinoi
1-2 szalotki
2 ząbki czosnku
1/4 łyżeczki imbiru
1/4 łyżeczki kurkumy
chlust soku z cytryny
olej kokosowy lub inny ulubiony
sól

2 łyżki tymianku
łyżka prażonych ziarenek sezamu
łyżeczka sumaku
1/4 łyżeczka grubej soli


Marchewkę obieramy, kroimy w grube słupki. Wkładamy do naczynia, obtaczamy w oliwie z przyprawami i tymiankiem. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180-190 stopni na około 20 minut - powinna być lekko przybrązowiona i miękka. 
Na oleju kokosowym szklimy szalotkę, dodajemy ząbki czosnku, kurkumę i imbir. Przyprawy prażymy około 3 minut, w razie potrzeby dodając więcej oleju. Wrzucamy soczewicę i quinoę, zalewamy wrzątkiem i gotujemy do miękkości i aż cały płyn wsiąknie - około 20 minut. Przyprawiamy solą i sokiem z cytryny. 
Przygotowujemy za'atar: tymianek ucieramy kilka minut w moździerzu, by zmienił się w aromatyczny, zielony proszek. Dodajemy sumak i sól, ucieramy jeszcze trochę i dorzucamy uprażone ziarna sezamu. Ucieramy jeszcze chwileczkę, by większość ziarenek pozostała w całości. 
Na talerzach układamy soczewicę, na to słodkie, gorące marchewki. Posypujemy za'atarem. Można podawać z łyżką gęstego jogurtu. 

niedziela, 23 marca 2014

Urodzinowa sałatka

Na 1. urodziny bloga i 28. urodziny Ł.
Kolejna z wielu moich sałatek kuskusowych - zawsze niby podobnych, ale różniących się ważnymi szczegółami. Tutaj dodatki to mnóstwo pietruszki i kolendry, nieco mięty, ugotowana zielona soczewica, kostki fety i - co najważniejsze - czerwona cebula pokrojona w piórka i około godziny marynowana w kilku łyżeczkach tureckiego syropu z granatów, 1/2 łyżeczce sumaku i szczypcie soli. Całość polana oliwą z chilli dla ostrości i większą ilością syropu z granatów dla słodyczy i kwaskowości. 
Niby nic, a cieszy. 


poniedziałek, 17 lutego 2014

Meksykański krem z czarnej fasoli z awokado i kolendrą

Mam ostatnio bzika na punkcie czarnej fasoli. Robię z niej pasty, burgery, gulasze, ale przede wszystkim zupy. Rozgrzewająca zupa z quinoą i chile chipotle jest moją faworytką, ale tym razem miałam ochotę na coś jeszcze prostszego: w ten sposób postał krem z czarnej fasoli, który sam w sobie smakuje doskonale, ale naprawdę "budzi się do życia", kiedy poda się go z kilkoma ulubionymi, meksykańskimi dodatkami: mogą to być pomidorowa salsa z czerwoną cebulą i kolendrą, gęsta, kwaśna śmietana lub prażone pestki dyni, obtoczone w wędzonej papryce. Tym razem podałam go z kilkoma plasterkami awokado, listkami kolendry, marynowaną papryczką jalapeno i kilkoma kroplami soku z limonki. 

Krem z czarnej fasoli z awokado i kolendrą



1 puszka czarnej fasoli lub szklanka ugotowanej fasoli*
1 średnia cebula
1-2 ząbki czosnku
po 1/2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego, pieprzu cayenne, kakao
1/4 łyżeczki cynamonu
szklanka bulionu warzywnego
sól, oliwa

do podania: kilka plasterków awokado, kolendra, limonka, marynowane papryczki jalapeno

* Fasolę namaczamy przez noc, płuczemy i gotujemy w świeżej wodzie do miękkości (około godziny). Do ugotowanej możemy dodać trochę soli i zostawić w wodzie na 10 minut pod przykryciem. 

Posiekaną cebulę szklimy na oliwie z przyprawami i kakaem. Dodajemy czosnek. Do podsmażonych warzyw wrzucamy ugotowaną fasolę i wlewamy bulion. Zagotowujemy. Miksujemy na gładki krem, w razie potrzeby przyprawiamy do smaku. Podajemy z wybranymi dodatkami.

czwartek, 13 lutego 2014

Beet Bourguignon

Wołowina po burgundzku to jedno z klasycznych dań kuchni francuskiej. Wolno duszona w winie wołowina, z dodatkiem szalotek, pieczarek i ziół, to jedna z tych potraw, które z poziomu domowej kuchni chłopskiej zostały wyniesione na ołtarze wielkiej gastronomii. Przyczynił się do tego wielki Auguste Escoffier, który przepis na nią spisał jako pierwszy. Ogromną popularność danie zyskało dzięki Julii Child, która opisała je w klasycznej książce Mastering the Art of French Cooking, dodając, że jest to z pewnością jedno z najlepszych dań z wołowiną, jakie wymyślił człowiek. 

A najpiękniejsze w nim jest to, że tak ładnie daje się zweganizować - na bazie typowo mięsnej potrawy można przygotować zdrowy, wegetariański gulasz: grzybowy, winny, ziołowy. Pyszny. Oczywiście nikogo nie będę przekonywać, że jest to to samo, jednak zamieszczony na wspaniałym blogu Green Kitchen Stories, a także m.in. na Jadłonomii, zmieniający jedną literkę w nazwie dania, przepis na Beet Bourguignon jest jednym z najlepszych przykładów na wege-kreatywność, z jakimi się ostatnio spotkałam. Cały czas się zastanawiam, jakiego klasyka zweganizować w następnej kolejności. 


Zgodnie z moją teorią, że nie należy mnożyć bytów nad potrzebę, odsyłam do przepisu z Jadłonomii: postępowałam podobnie, prócz pieczarek użyłam też garstki suszonych grzybów, a także mieszanki soczewicy zielonej i brązowej. Dodałam również nieco mniej wody, a gulasz w kolejnym dniu zgęstniał jeszcze mocniej, co widać zresztą na zdjęciu. 




czwartek, 30 stycznia 2014

Rozgrzewająca zupa z czarną fasolą, quinoą i chile chipotle

W taką pogodę najlepiej sprawdzają się zupy. Zupy sprawdzają się też doskonale, kiedy brakuje czasu, by stać w kuchni. 
Ta jest chyba najlepszą, jaką w ostatnim czasie przygotowałam. Rozgrzewająca, pikantna, o charakterystycznym, wędzonym zapachu. Jest też sycąca, intensywna, a jednocześnie bardzo, bardzo zdrowa.
Kluczem do jej powodzenia jest sekretny składnik - chile chipotle czyli suszone, wędzone jalapeño (można je kupić np. tu i tu). Jest to jedna z najpopularniejszych papryczek w kuchni meksykańskiej i gwarantuję, że kiedy już ją kupicie, uzależnicie się i będziecie chcieli dodawać ją do wszystkiego. 

Rozgrzewająca zupa z czarną fasolą, quinoą i chile chipotle

1-2 chile chipotle
1/2 łyżeczki kminu
laska cynamonu

1 czerwona cebula
1 marchewka
1 czerwona papryka
1 gałązka selera naciowego
2-3 ząbki czosnku

puszka czarnej fasoli (lub szklanka ugotowanej czarnej fasoli)
garść quinoi
puszka lub kartonik krojonych pomidorów

sól, oliwa z oliwek

Do podania: kolendra, limonka, opcjonalnie kwaśna śmietana/kremowy serek i wędzona sól


Chile chipotle i kmin prażymy chwilę na suchej patelni, zdejmujemy, usuwamy ziarenka z chile (wszystkie lub część, zależnie od naszego upodobania ostrości), kmin tłuczemy w moździerzu. 
Warzywa kroimy w kostkę, wrzucamy na oliwę. Dodajemy przyprawy i smażymy na małym ogniu przez 5-7 minut. Zalewamy szklanką wrzącej wody lub bulionu i dusimy około 10 minut. Po tym czasie dodajemy pomidory i quinoę i dusimy kolejnych 15-20 minut. Na koniec dorzucamy czarną fasolę wraz z zalewą (lub - gdy używamy gotowanej - fasolę i około pół szklanki wody). 
Blendujemy (niezbyt dokładnie, tak by pozostały w zupie kawałki warzyw), doprawiamy do smaku i jeszcze na chwilę wstawiamy na ogień. Zupa powinna być gęsta, ale jeśli zmieniła się w gulasz, dodajemy wodę lub bulion. 
Podajemy z kolendrą, sokiem z limonki, opcjonalnie także z kwaśną śmietaną lub serkiem kremowym i wędzoną solą. 

środa, 2 października 2013

Idealny gulasz z fasoli i soczewicy

Sami dobrze wiecie, jak wyglądał wrzesień w Warszawie, wrzesień w Polsce chyba dość podobnie. Ja tam wierzę, że jeszcze wróci złota polska jesień, ale tymczasem zdaje się, że powraca faza na herbatki, rozgrzewające zupki, dania sycące i ciepłe. Trochę jakby wcześnie na zimowe klimaty, szczęśliwie upolowałam dziś jeszcze u Pana Ziółko resztki pomidorów, ale zdaje się, że czas marchewki, buraka i ziemniaka przed nami. I fasoli. I soczewicy. W sumie chyba nie tak źle. 



Gulasz z fasoli i soczewicy z burratą 

szklanka suchej mieszanki warzyw strączkowych (zielona soczewica, ciecierzyca, biała, czerwona i czarna fasola)
1 cebula
2 ząbki czosnku
1 marchewka
1 pietruszka (korzeń)
puszka pomidorów
po 1/2 łyżeczki łagodnej papryki, wędzonej papryki, pieprzu cayenne
ziele angielskie, liść laurowy
sól, świeżo mielony pieprz, oliwa z oliwek
do podania: burrata (lub mozzarella), natka pietruszki, wędzona sól (opcjonalnie)

Fasolę i ciecierzycę namaczamy przez noc. 
W dużym garnku rozgrzewamy oliwę, dodajemy pokrojoną w piórka cebulę, kiedy się zeszkli - soczewicę, namoczone fasolki, posiekany czosnek, pokrojoną w plastry marchewkę i pietruszkę. Zalewamy szklanką wody, dodajemy przyprawy i dusimy przez ok. 30 minut (w trakcie gotowania w razie potrzeby dodajemy więcej wody). 
Dodajemy pomidory w puszce i dusimy kolejnych 20-30 minut.
Po tym czasie sprawdzamy, czy fasola się ugotowała - jeśli nie, dusimy jeszcze jakiś czas. 
Przyprawiamy solą i pieprzem, podajemy z posiekaną natką pietruszki i (opcjonalnie) serem burrata i wędzoną solą. 

środa, 21 sierpnia 2013

Marokański tażin z marchewki, cukinii, ciecierzycy i moreli

Tagine (tajine, tażin) to tradycyjne, berberyjskie danie z północnej Afryki. Jego nazwa pochodzi od specjalnego, glinianego naczynia z wysoką, stożkowatą pokrywą, w którym jest przygotowywane. Naczynia takie kupić można i w Polsce, jednak podobny efekt da się osiągnąć, używając po prostu przykrytej patelni o grubym dnie, na której dusi się warzywa (lub - oczywiście - mięso w wersji niewegetariańskiej) w sosie. 
A sos to sprawa podstawowa. Marokańska kuchnia pełna jest przypraw, których proporcje zadecydują o smaku dania. Najczęściej używane to cynamon, kmin, kurkuma, szafran, imbir, papryka, kolendra, a także zioła - tymianek, mięta i natka pietruszki. 


Wegetariański tadżin (tagine)

1 duża cebula
2 ząbki czosnku
2 marchewki
1 nieduża cukinia
2 małe ziemniaki
puszka ciecierzycy
garść suszonych moreli
150 ml przecieru pomidorowego

łyżeczka kminu rzymskiego
2 goździki
2 ziarenka ziela angielskiego
laska cynamonu
łyżeczka harissy (w proszku)
1/2 łyżeczki wędzonej papryki
1/4 łyżeczki kurkumy
łyżeczka kolorowego pieprzu
łyżeczka tymianku
łyżeczka rozmarynu
sól, oliwa

do podania: natka pietruszki, kuskus, ew. quinoa

Warzywa kroimy: cebulę w piórka, pozostałe w niezbyt duże kawałki. Na patelni rozgrzewamy oliwę, dodajemy cebulę i czosnek, czekamy, aż się zeszklą. 
Kmin, goździki, pieprz i ziele angielskie ucieramy w moździerzu. Dodajemy sypkie przyprawy i zioła. Mieszankę zalewamy szklanką wrzątku. 
Na patelnię dodajemy marchewkę, ziemniaki i cukinię, smażymy chwilę. Zalewamy szklanką wody z przyprawami. Wrzucamy laskę cynamonu. Patelnię przykrywamy i dusimy warzywa na wolnym ogniu ok. 15 minut. 
Dodajemy sos pomidorowy, ciecierzycę i morele. Przykrywamy i dusimy kolejnych 15 minut. W razie potrzeby, dodajemy więcej wrzątku. 
Danie podajemy z posiekaną natką pietruszki, kuskusem, ewentualnie z gęstym jogurtem. 

wtorek, 9 lipca 2013

Chłodnik jogurtowy z miętą, czosnkiem i smażoną ciecierzycą

Do tego przepisu zainspirowały mnie dwie rzeczy: sprzyjająca chłodnikom pogoda i artykuł Agnieszki Kręglickiej w ostatnich Wysokich Obcasach ("Jogurtowa na lato", WO nr 27/2013). 

Że chłodniki rządzą, wiadomo nie od dziś - nasz (czyli litewski, ale wiadomo: "Litwo, ojczyzno moja":)) z botwinką, chrupiącymi warzywami, koperkiem i jajkiem to dla mnie esencja lata. Ale może się znudzić: wtedy w kolejce czekają słynne hiszpańskie gaspacho, bałkański tarator z orzechami włoskimi i zupa, której nigdy jeszcze nie jadłam (i chyba niedługo zrobię, bo strasznie jestem ciekawa), czyli andaluzyjska ajoblanco z chleba, migdałów, winogron i czosnku. 

Czekają też oczywiście różne wariacje, takie jak ta: 


Chłodnik jogurtowy z miętą, czosnkiem i smażoną ciecierzycą

2 kubki jogurtu greckiego/bałkańskiego
1 kubek kefiru/ajranu
2 ogórki gruntowe
2 spore ząbki czosnku
łyżka suszonej mięty
łyżeczka kuminu
kilka listków świeżej mięty
sól
ew. zimna woda

Wszystkie składniki - prócz świeżej mięty - miksujemy w blenderze. Jeśli zupa jest za gęsta, rozcieńczamy wodą. Wstawiamy do lodówki. 

1 puszka ciecierzycy
4 łyżki oliwy
po 1/4 łyżeczki kminu, wędzonej, słodkiej i ostrej papryki

Ciecierzycę odsączamy, płuczemy i dokładnie wycieramy papierem kuchennym. Rozgrzewamy oliwę, wrzucamy ciecierzycę i przyprawy. Smażymy, aż lekko zbrązowieje. 

Zimny chłodnik podajemy z listkami świeżej mięty i ciepłą ciecierzycą. 


środa, 19 czerwca 2013

Fasolowy burger z guacamole

Burgery wciąż jeszcze rządzą warszawską gastronomią i chociaż po piętach depczą im już nowe street-foodowe mody - zapiekanki, wursty czy tacosy - wciąż powstają nowe, zazwyczaj całkiem fajne burgerownie. Chodzę do nich z przyjemnością, ponieważ większość oferuje przynajmniej jeden rodzaj wegetariańskich burgerów, które uwielbiam. Kiedyś miałam nawet pomysł, żeby zrobić po wege-burgerach krótki, subiektywny przewodnik, ale ponieważ zapewne nigdy się do tego nie zabiorę, nadmienię tylko, że wśród moich faworytów znajdują się burgery z tofu z Prostej Historii (jadłam dawno temu, więc nie ręczę za to, czy wciąż są i czy wciąż są dobre), burgery z serem słupski chłopczyk w Lokalu Bistro i - ostatnio - sezonowy burger z burakiem, jarmużem, jajkiem i kozim serem z niedawno otwartej knajpki Tomka Woźniaka Burger Kitchen. Niestety nie pokochałam wegańskich burgerów z Krowarzywa, a bardzo żałuję, bo liczyłam na to miejsce - próbowałam dwóch i wydały mi się mało wyraziste, ale planuję dać im kolejną szansę. 
Burgery domowe to osobna historia - lubię robić, lubię zajadać, choć, jak wspominałam, nie jestem fanką pieczenia, więc wiele zależy od tego, jakie kupię buły. Tym razem buła była średnia, ale prościutki, wegański, fasolowy kotlet - pierwsza klasa. 

Burgery fasolowe z guacamole



Na burgery: 
puszka czerwonej fasoli
mała cebula
olej do smażenia
po pół łyżeczki kminu, wędzonej papryki słodkiej i ostrej
szczypta soli

Cebulkę kroimy drobno, smażymy na oleju z przyprawami. Fasolę zgniatamy w misce, mieszamy z bułką tartą, podsmażoną cebulką i solą. Formujemy kotlety, smażymy na oleju. 

Na guacamole: 
dojrzałe awokado
malutka czerwona cebulka
1/2 małego pomidora
1 marynowana papryczka (lub kilka plasterków)
garść liści kolendry
sok z połowy cytryny
sól

Awokado rozgniatamy widelcem, pozostałe składniki kroimy drobno, mieszamy. Przyprawiamy do smaku solą i sokiem z cytryny. 

Do podania: 
bułki (u mnie ciemne buły z dynią)
ew. kwaśna śmietana, liście kolendry i pietruszki

wtorek, 30 kwietnia 2013

Garść inspiracji na majówkę

Oby tylko pogoda dopisała, bo majówka to najlepszy w roku czas na piknik. Ja wybieram się do Puszczy Kampinoskiej, ale nada się każdy park, nie wspominając już o własnej działce czy ogrodzie. Działka i ogród mają tę przewagę, że można popić piknikowe cuda chłodnym szprycerem... To znaczy oczywiście w parku też można, ale trzeba się trochę poukrywać ;) Trochę żałuję, że państwo ma swoich obywateli za debili, ale po ostatniej przygodzie w kieleckim akademiku (gdzie znalazłam się wraz z grupą studentów na objeździe naukowym), kiedy to chcieliśmy wyjść nocą z kolegą na zewnątrz i zostaliśmy zrugani przez panią, która ogłosiła, że "u nas panują inne zwyczaje" i w ogóle co my sobie myślimy (korytarze tego akademika oczywiście pokryte były petami i puszkami po piwie, więc faktycznie inne zwyczaje...), nic mnie już nie zdziwi. Tak czy inaczej, jedzenie w przestrzeni publicznej nie jest jeszcze, póki co, zabronione, więc korzystajmy, póki czas. 


ananas pokrojony w kostkę
pół ogórka (również w kostkę)
garść listków kolendry, mięty, tajskiej bazylii od pana Ziółko
szczypiorek
pędy bambusa
papryczka chilli
dressing z sosu sojowego, słodkiego sosu sojowego, soku z cytryny i oleju kokosowego



puszka ciecierzycy
2 łyżki tahini
ząbek czosnku
łyżeczka chrzanu
łyżeczka posiekanych listków rozmarynu
woda

(wszystkie składniki dokładnie miksujemy, powoli dodajemy wodę, solimy do smaku)


pół kalafiora podzielonego na różyczki
cebula pokrojona w piórka
pół łyżeczki kminu
oliwa z oliwek
kilka suszonych moreli
garstka orzeszków piniowych
natka pietruszki

(Orzeszki prażymy na patelni, na drugiej smażymy na oliwie cebulę i kmin, dodajemy kalafiora i morele, podsmażamy jeszcze chwilę, posypujemy orzeszkami i natką pietruszki.)

kuskus

jogurt bałkański zmiksowany z ząbkiem czosnku, łyżką tahini i szczyptą soli


środa, 17 kwietnia 2013

Zupa-cud


Samo zdrowie czyli zupa z soczewicą i quinoą
Przepis własny

1 średnia cebula (wszystkie warzywa kroimy w kostkę)
2 łyżki oliwy
kuleczka ziela angielskiego
liść laurowy
po ok. 1/2 łyżeczki oregano, rozmarynu, tymianku (ew. zioła prowansalskie)
2 ząbki czosnku
1 średnia marchewka
1 mała pietruszka
2 gałązki selera naciowego
1/2 szklanki czerwonej soczewicy*
garść (ok. 1/4 szklanki) quinoi
puszka pomidorów
woda (ok. 1/2 litra lub nieco więcej)
do smaku: pieprz cayenne, wędzona papryka słodka i ostra (opcjonalnie), sól
do podania: natka pietruszki, koperek, jogurt naturalny, świeżo mielony pieprz

Cebulę wrzucamy do garnka wraz z oliwą. Podsmażamy kilka minut (możemy odrobinę posolić, żeby miękła, a nie brązowiała), dodajemy czosnek i seler naciowy, potem pietruszkę, marchewkę i opłukaną soczewicę. Zalewamy wrzątkiem wymieszanym z ziołami i papryką i gotujemy 10 minut. Po tym czasie dodajemy quinoę i gotujemy kolejne 10 minut. Dodajemy pomidory, zostawiamy jeszcze jakiś czas na wolnym ogniu i, ewentualnie, doprawiamy. Połowę zupy blendujemy, wlewamy do niezblendowanej. Zupę podajemy ze świeżymi ziołami i jogurtem ("normalnym" lub roślinnym). 

Składnik na dziś: QUINOA (komosa ryżowa). Popularność tego zboża rośnie w ostatnich latach lawinowo. Quinoa uznawana jest za jedno z "superfoods" (podobnie jak spirulina czy jagody goji), co wydaje się, przede wszystkim, zgrabnym zabiegiem marketingowym (z "naszą" kaszą gryczana też by się pewnie udało;)), ale jednocześnie informuje nas, że zawiera ona całe mnóstwo korzystnych dla naszego zdrowia składników. 
Znana jako "złoto Inków", była od najdawniejszych czasów uprawiana w Ameryce Południowej i Środkowej. Jest, przede wszystkim, fantastycznym źródłem białka i zawiera wszystkie potrzebne człowiekowi aminokwasy - co jest ponoć właściwością absolutnie wyjątkową. Jest też doskonałym źródłem błonnika i zdrowych tłuszczy, ma działanie przeciwzapalne i przeciwutleniające.


poniedziałek, 25 marca 2013

Curry z ciecierzycy i groszku / Historia curry / Kmin rzymski



Curry to nazwa, którą ludzie zachodu określają nieskończoną ilość potraw pochodzących z kuchni Indii, Bangladeszu, Tajlandii, Sri Lanki i pozostałych krajów południowo-wschodniej Azji. Ich cechą charakterystyczną jest wykorzystanie aromatycznej mieszanki przypraw i ziół, a bazę stanowią zazwyczaj papryczki chilli, czosnek i imbir. Nazwa pochodzi od tamilskiego słowa kari, które oznacza "sos", a została adaptowana przez Brytyjczyków, którzy - zadziwieni mnogością aromatycznych dań tamilskich kupców - postanowili wrzucić je wszystkie do jednego worka. 




Curry to również nazwa mieszanki przypraw, którą w XVIII wieku hinduscy kupcy postanowili sprzedawać leniwym Anglikom - Anglikom, którzy nie mieli zamiaru tworzyć swoich własnych masali, lecz pożądali odrobiny egzotyki. Wszyscy doskonale znamy smak i zapach żółciutkiego proszku, dodawanego do najróżniejszych dań, od majonezowych sałatek po keczup. 
Dzisiaj jednym z "narodowych" dań Wielkiej Brytanii jest butter chicken - kurczak w przyprawionym sosie z pomidorów, masła i przypraw, który powstał  ponoć jako wynik improwizacji hinduskiego szefa kuchni, Simona Mahli Chahala. A jak myślicie, z jakiego języka pochodzi nazwa innego popularnego dania, vindaloo? Otóż vin to wino, alho to czosnek... po portugalsku. Danie to wymyślili bowiem portugalscy kupcy, którzy w XVI wieku osiedli na zachodnim wybrzeżu Indii. 

Curry to wreszcie nazwa rośliny Murraya Koenigii, drzewka, którego liście bywają - choć wbrew pozorom wcale niekoniecznie - składnikiem mieszanki przyprawowej. Zazwyczaj smaży się je razem z cebulą na samym początku przygotowywania dania. Niestety nie widziałam w Polsce świeżych liści curry, a i suszone trudno dostać. Może ktoś coś wie?


Curry to jedno ze słów, które w mojej kuchni pojawiają się najczęściej, a odnoszą się do bardzo wielu przepisów - od gęstych, bardzo aromatycznych, dość ciężkich potraw z soczewicy i/lub grochu (dal), przez lżejsze, aromatyczne mieszanki warzyw w pomidorowym sosie z przyprawami, aż po - kompletnie inne, ale równie pyszne - tajskie curry z mleczka kokosowego i zielonej, czerwonej lub żółtej pasty (najlepiej domowej roboty), z tofu i ryżem. 

No właśnie - dodatki. Curry podaje się z ryżem lub plackami, z chutneyami i raitą. Tutaj także istnieje nieskończona liczba kombinacji i przepisów. Choć w wersji klasycznej i "pełnej" z jedzeniem dietetycznym curry nie mają wiele wspólnego (i mówię tutaj nawet o wersjach wegetariańskich - smak przypraw wydobywany jest zazwyczaj dzięki dużej ilości tłuszczu, sosy zagęszczane są mąką i śmietaną, w sosie najlepiej macza się chlebki lub ryż; choć uwielbiam, po wyjściu z hinduskiej czy nepalskiej restauracji zawsze czuję się jak beczka; nieco lepiej jest w przypadku curry tajskich), da się je też przygotować w taki sposób, by stały się elementem zdrowej, wiosennej diety. Co więcej, w zaplanowanym przeze mnie programie oczyszczającym (o którym więcej w następnym poście) również z pewnością znajdzie się przepis na curry.

Dzisiaj wersja zdrowa, dość szybka, nieklasyczna, odchudzona, ale bardzo smaczna. 

Curry z groszku i ciecierzycy
Przepis własny (2 osoby)

300 g ugotowanej ciecierzycy (ew. puszka)
pół szklanki mrożonego groszku
nieduża cebula lub szalotka (posiekana)
ząbek czosnku (starty)
kawałek świeżej, ostrej papryczki*
kawałek imbiru (starty)
płaska łyżeczka przyprawy masala*: pół łyżeczki kminu, kolendry, nasion kopru włoskiego, gorczycy (jasnej lub ciemnej) podgrzewamy na patelni; kiedy zaczną pachnieć, ugniatamy je w moździerzu; możemy przygotować większą ilość przyprawy, a także modyfikować proporcje, zależnie od naszych preferencji; przygotowywanie masali to sztuka, o której mam nadzieję jeszcze pisać)
laska cynamonu
puszka pomidorów
olej, sól 

Na oleju podgrzać cebulę, dodać sól i przyprawy, smażyć, aż cebula zmięknie, a masala zacznie mocno pachnieć. Dodać imbir, czosnek i papryczkę, a po ok. 2 minutach groszek. Kiedy ten lekko zmięknie (można ew. dodać odrobinę wody), dorzucić ciecierzycę i wlać pomidory. Gotować na wolnym ogniu 15-20 minut, od czasu do czasu mieszając. Podawać ze świeżą kolendrą, jogurtem, chutneyem, chlebkami...




Składnik na dziś: 

KMIN RZYMSKI (nie mylić z kminkiem) to roślina z rodziny selerowatych, która pochodzi prawdopodobnie znad Morza Śródziemnego, lecz obecnie nie występuje już w stanie dzikim. Używana jest od setek lat - popularna była już w średniowieczu. Jest ważnym składnikiem mieszanek przyprawowych, często występuje w kuchniach południowo-wschodniej Azji, Meksyku, Bliskiego Wschodu, niektórych regionów Chin. 
Kmin od wieków stosowany jest w medycynie ayurvedyjskiej, a zachodnie badania zdają się potwierdzać przynajmniej niektóre z tradycyjnych przekonań: jest źródłem żelaza, magnezu, wapnia i manganu, a także błonnika pokarmowego. Ten ostatni wspomaga trawienie, dlatego kmin jest tak dobrym składnikiem przy przygotowywaniu dań z ciężkostrawnych roślin strączkowych. Istnieją badania, wedle których kmin może mieć pozytywny efekt w leczeniu cukrzycy, a także - i to będzie dla nas ważne przy projektowaniu planu oczyszczającego - wedle których ma on działanie przeciwutleniające.

Wybrane źródła: 
http://nutritiondata.self.com/facts/spices-and-herbs/184/2
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18789666
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12220968
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18720171